Audyt logistyczny
Strona główna*O firmie*Nasze usługi doradcze*Nasze projekty i klienci*Mapa serwisu*Kontakt

Strona główna > O firmie, publikacje naszych specjalistów > Web 2.0: Najtrudniejszy pierwszy milion



Web 2.0: Najtrudniejszy pierwszy milion

Marek Wierzbicki

Poniższa publikacja stanowi rozdział monografii przygotowanej przez PTI pt. Społeczeństwo informacyjne. Krok naprzód, dwa kroki wstecz. ISBN: 978-83-60810-23-1

Poniższy tekst powstał w lutym 2008 roku.

Popularny dowcip dotyczący milionerów mówi, że drugi milion zarobili już uczciwie. W przypadku serwisów typu Web 2.0 sprawa jest trudniejsza, gdyż już od początku każdego użytkownika trzeba zdobywać uczciwie.

Zapaść internetowa z roku 2000 przyniosła chwilowe przewietrzenie rynku i upadek firm i portali, które wyrosły wyłącznie na popularności samego Internetu, a nie treści czy usług dostarczanych przez siebie. Kilka lat przerwy pozwoliły na zapomnienie o stratach i powstanie nowej idei kwitnącej na stronach www, czyli Web 2.0. Pierwsi gracze na rynku, na przykład YouTube, MySpace, FaceBook, LinkedIn, a w Polsce GoldenLine czy Fotka mieli stosunkowo łatwe zadanie. Wymyślili oraz zbudowali serwis i mogli liczyć na lawinowy wzrost użytkowników, który w prosty sposób przekładał się na wzrost przychodów z reklam.

Z oczywistych względów liczba oryginalnych pomysłów szybko zaczęła się wyczerpywać. Nie pomogło stałe zwiększanie się liczby osób, które mogą korzystać z Internetu, gdyż przyrost ich liczby nie jest proporcjonalny do liczby osób w łańcuszku szczęścia, wciągających do serwisów kolejnych znajomych. Po ogólnych serwisach społecznościowych, które mogły gromadzić niemal wszystkich internautów, przyszła więc kolej na serwisy niszowe, związane z mniejszymi lub większymi grupami zainteresowań bądź zawodów.

Niskie, niemal zerowe koszty startu serwisu (domena za złotówkę, darmowy lub bardzo tani hosting, bezpłatne szablony CMS dostępne niemal dla laików) spowodowały, że jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się nowe serwisy plasujące się w okolicach ideologii Web 2.0. Bardzo prawdopodobne, że część z tych serwisów to strony prowadzone przez osoby, które wcześniej aktywnie pisały blogi i zainteresowanie ich twórczością zachęciło autorów do rozszerzenia swojej działalności o funkcjonalności niedostępne w klasycznej blogosferze.

Kontener na treść

Klasyczny Web 2.0 różni się zarówno od statycznych stron www oraz blogu tym, że serwisy te nastawione są na użytkowników tworzących treści tego serwisu. Autor serwisu jest tak naprawdę tylko dostawcą pustej kartki i reguł rządzących zapisywaniem tej kartki. Bez chętnych do pisania kartka ta będzie kolejnym nic nie znaczącym adresem w sieci, który prędzej czy później (ale raczej prędzej) stanie się śmietnikiem pojawiającym się gdzieś w Googlach, przy próbie wyszukania w sieci czegoś wartościowego.

Serwis, który ma spełnić klasyczne wymagania 2.0 nie zaistnieje w sieci bez treści tworzonych przez Internautów. Formalnie rzecz ujmując autor powinien stworzyć kontener na treści, mechanizmy jego uzupełniania i usunąć się na bok. Niestety takie podejście spowoduje, że serwis znajdzie się na śmietniku, zanim jeszcze zostanie do końca zbudowany. Jedną z podstawowych przyczyn jest to, że aktywność użytkowników (mimo pozornej popularności Web 2.0), jest bardzo niska i dodatkowo podlega ona progresywnemu wzmocnieniu, to znaczy aktywność rośnie wraz z aktywnością innych użytkowników. Oznacza to, oczywiście w ujęciu bardzo ogólnikowym i statystycznym, że w serwisie skupiającym stu aktywnych użytkowników prawdopodobieństwo pozyskania nowego aktywnego użytkownika jest kilka razy mniejsza, niż w serwisie skupiającym tysiąc użytkowników. Podobny charakter wyników można obserwować w Wikipedii, serwisie który najlepiej odpowiada idei tworzenia treści przez użytkowników. Otóż prawdopodobieństwo założenia nowego hasła w Wiki jest znacznie niższe, niż uzupełnienie tego hasła przez kolejnych użytkowników po jego założeniu.

Jak więc zakładać serwis nastawiony na treści internautów? Klasycznym przykładem poprawnego podejścia może być filmweb.pl. Niektórzy zarzucają mu, że nie jest klasycznym serwisem Web 2.0, ponieważ powstał znacząco przed wymyśleniem tej nazwy, ale według mnie to go nie dyskwalifikuje. Artur Gortych w czasie XXIII Jesiennych Spotkań PTI, na sesji poświęconej Web 2.0, opowiadał o korzeniach powstania tego portalu. Początkowo strona była absolutnie nie interaktywna i prezentowała wyłącznie statyczne informacje filmowe, będące w hobbystycznym centrum zainteresowań autora strony. Dopiero w miarę rozwoju tej strony oraz pojawienia się pomysłów na dostarczanie informacji o filmach przez użytkowników, migrowała ona w kierunku jej dzisiejszego kształtu.

Pierwsze treści

Podobne podejście do tworzenia własnego serwisu, w czasie tego samego spotkania, prezentowali Grzegorz Ostrowski z MniamMniam.pl i Rafał Agnieszczak z Fotka.pl: Jeśli jesteś po czterdziestce i znasz się na łapaniu ryb to nie rób serwisu o modzie dla nastolatek, gdyż na pewno na nim polegniesz. Ogólne wnioski dla osób rozpoczynających swoją przygodę z serwisami Web 2.0 były takie, że nie tylko trzeba doskonale się znać na tym czego dotyczy serwis, ale móc być w początkowej fazie dostawcą treści (i to treści wysokiej jakości), czyli być bardzo aktywnym użytkownikiem. Warto jednak zwrócić uwagę, że dostarczane treści powinny być autentyczne i oryginalne. Znany jest niedawny przypadek serwisu związanego z przepisami kulinarnymi, które to przepisy w początkowym okresie funkcjonowania pochodziły z innych serwisów i blogów kulinarnych. Internauci są bardzo wyczuleni na kopiowanie i brak autentyczności treści i szybko to wykryli. Takie zachowanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Dobrym podejściem może być to, które zastosowałem przy starcie swojego serwisu MojeWino.pl. Od dłuższego czasu, jeszcze zanim pojawił się pomysł na serwis, wszystkie degustowane przez siebie wina oceniałem i skrupulatnie te oceny zapisywałem. W chwili rozpoczęcia prac nad serwisem miałem w związku z tym niemal tysiąc ocen wina, które mogły posłużyć za bazę treści. Pewnym problemem takiego rozwiązania jest jednostronność treści dostarczanej na początku. Pod żadnym pozorem nie powinno się jednak udawać różnych użytkowników, gdyż podobnie jak treści kopiowane z innych serwisów zostanie to szybko wykryte i wytknięte przez internautów.

Użytkownicy

Wielkim problemem świeżo startujących serwisów są również użytkownicy, a w zasadzie ich brak. Przemek Bujko, autor serwisu FotoGalerie.pl ciężko wspomina początki swojego serwisu. Po pierwsze najważniejszą cechą serwisu było to, że początkowe założenie brało pod uwagę, że serwis jest tworzony wyłącznie dla siebie i wąskiego grona znajomych i rodziny. Autor, jako osoba bardzo rodzinna chciał dzielić się zdjęciami swoich dzieci z rodziną rozrzuconą po całej Polsce oraz z przyjaciółmi z pracy swoimi bieżącymi reportażami. Szybko okazało się, że rodzina też chciałaby wrzucić coś do Internetu, a znajomi z pracy na tej samej imprezie zrobili inne zdjęcia. Kiedy do grona zainteresowanych dołączył grafik projektujący stronę i właściciel serwerowni gdzie stał serwis, oczywista stała się konieczność udostępnienia serwisu na zewnątrz. Niestety dalszy wzrost liczby użytkowników nie był oczywisty. Po pierwszym szybkim wzroście pojawiła się tak zwana półka, czyli brak przyrostu nowych użytkowników, mocno skorelowana ze stagnacją zachowań osób wcześniej aktywnych. Pozornie przy pewnej liczbie osób (w serwisie FotoGalerie jest to już niemal 20 tysięcy) powinno się oczekiwać dywersyfikacji procesu przyrostu użytkowników i zmniejszenia się intensywności przystanków we wzroście, jednak ciągle się one pojawiają.

Podobny problem pojawił się w serwisie MojeWino. W pierwszej fazie działalności w dostarczaniu treści do serwisu uczestniczyły wyłącznie osoby z wąskiego grona znajomych uczestniczących w wąskim gronie degustacji, organizowanych przez kilka specjalistycznych łódzkich sklepów z winem. Podobnie jak w przypadku serwisu FotoGalerie (który z czasem wyewoluował w kierunku bardziej artystycznej fotografii) krąg osób był zamknięty, a wyjście okazało się trudniejsze, niż się początkowo wydawało. W takiej sytuacji znajduje się zapewne większość serwisów, które zatrzymały się na kilkunastu czy kilkudziesięciu użytkownikach. Należy przy tym unikać pokusie pozornie łatwego zdobywania nowych użytkowników przez techniki spamerskie, gdyż podobnie jak nielegalne zdobywanie treści może spowodować odwrócenie się potencjalnych użytkowników od serwisu.

Przyszłość biznesowa 2.0

Większość nowopowstających portali poza problemem z użytkownikami i treścią, zarażone jest problemem braku jednoznacznych perspektyw biznesowych. Obecnie poza reklamą brak jest klasycznych metod pozyskiwania pieniędzy z samego Internetu. Serwisy walczą między sobą o klientów, których jakkolwiek przybywa, jednak nie w takim tempie jak samych serwisów. Ponadto reklamodawcy zainteresowani są wyłącznie niewielką liczbą topowych serwisów, a pozostałe skazane są na minimalne kwoty z reklam kontekstowych typu Google AdSense. W dobie możliwości szybkiego odtworzenia bezpłatnie podobnego serwisu płatne usługi sprawdzają się wyłącznie w wyjątkowych miejscach. Niektóre serwisy, jak wspominane tu już FotoGalerie, uporały się z problemem płatnych usług poprzez rozróżnienie funkcjonalności darmowej i płatnej o większych możliwościach. Inny mechanizm zarabiania za pośrednictwem Internetu, czyli na przykład sklepy internetowe, ciągle w niewielkim stopniu wykorzystują mechanizmy rekomendacji, które mogłyby być powiązane z ideą Web 2.0.

Innym problemem potencjalnego zarabiania na treści tworzonej przez użytkowników jest właśnie sama treść. Poza problemami związanymi z prawami autorskimi (z którymi co rusz boryka się na przykład YouTube) bardzo ważne są kwestie dostarczania tych treści przez osoby, nie uczestniczące w konsumpcji zysków. Jako że konkurencja jest w odległości jednego kliknięcia myszą może się okazać, że dotychczasowi wierni użytkownicy odwrócą się od serwisu zarabiającego na treściach dostarczanych przez nich i odejdą w kierunku podobnego, jednak nie nastawionego na zyski właściciela. Pewnym rozwiązaniem może być dzielenie się zyskami z użytkownikami, podobnie jak to się dzieje na przykład w serwisie Shvoong.com, bazującego na streszczeniach i recenzjach.

Podsumowanie

Jak widać twórcy nowych serwisów typu Web 2.0, jakkolwiek mogą próbować startować niemal za darmo, to dalsza działalność nie jest już taka prosta. Trudności w zdobyciu klientów, a następnie środków na finansowanie rozwoju, rozłoży zapewne nie 80% serwisów jak mogłoby to wynikać z twierdzenia Pareto, a 99% lub może jeszcze więcej. Oczywiście nie oznacza to, że nie powinno się próbować pojawić się na tym rynku. Zawsze istnieje nadzieja na znalezienie się w tym 1% któremu się uda. Poza tym można liczyć na rozwój pomysłów na finansowanie utrzymania serwisu inne, niż dotychczas popularne. Zawsze też może się okazać, że prowadzenie serwisu sprawia nam tyle przyjemności, że koszty jego działania traktujemy podobnie jak wydatki na sprzęt wędkarski, górski czy inne hobby i nie oczekujemy z tego powodu jakiegokolwiek zwrotu.

COPYRIGHT © 2009-2017 by BINCODE (dawniej MOTTE)